Webinar 61 – 16.06.2014 – Jak Pozbyć Się Skrywanej Desperacji
i Przestać Odpychać Kobiety?

by Paweł Grzywocz on 19 June 2014

webinar61jakpozbycsiedesperacji

Desperacja to jedna z dosłownie najczęstszych i największych przeszkód w znalezieniu sobie dziewczyny. Niby każdy wie, że nie należy być “needy” ani zdesperowanym facetem, ale mimo to wielu facetów, uczących się flirtu
(w tym i ja kiedyś) nie potrafi tego zamaskować.

A najgorsze jest to, że tego tak naprawdę NIE DA SIĘ ZAMASKOWAĆ. Nie możemy udawać kogoś, kim nie jesteśmy, aby zainteresować dziewczynę. Nie można być fałszem, aby zdobyć wspaniałą kobietę.

Nasza zmiana musi być WEWNĘTRZNA, prawdziwa, szczera. Musimy emanować prawdziwą pozytywną energią i być szczęśliwymi facetami, aby przyciągać do siebie kobiety a nie tylko udawać, że wszystko jest ok i uczyć się technik flirtu i pewności siebie, a tak naprawdę dalej cierpieć i ŁAKNĄĆ randki, uczucia, uwagi.

Tak się nie da normalnie żyć i to zawsze będzie odpychać kobiety. O tym jest ta konferencja i musisz przerobić ten temat. Dlaczego? Bo mój czytelnik już męczy się od 2011 roku, a od 2014 mocno “praktykuje” i często zagaduje, ale NADAL ODPYCHA KOBIETY!

Oczywiście, gdyby miał jakieś moje pełne materiały, a nie czytał tylko darmowe, to może byłoby to dla niego bardziej oczywiste, jakie popełnia błędy oraz, jak przestać je popełniać.

Pomimo dużej ilości wiedzy i technik nadal emanuje desperacką energią i dlatego ŻADNA DZIEWCZYNA NIE JEST NIM ZAINTERESOWANA i nie chce się spotkać! Prawdziwy dramat, przez który sam przeszedłem.

Przeczytaj również nowy, zaawansowany artykuł:

“Jak Pozbyć Się Skrywanej Desperacji oraz 21 pytań, ujawniających dlaczego nie masz jeszcze dziewczyny.pdf”

To jest ultra ważny artykuł, o ile nie najważniejszy, jaki kiedykolwiek napisałem! Dlaczego? Ponieważ odkrycie w nim zawarte było PRZEŁOMEM w moim życiu i w życiu tysięcy moich kursantów!

Z kolei w odpowiedziach na pytania uczestników dowiesz się:

  • Jak utrzymać kontakt z nową dziewczyną w trakcie wakacji?
  • Jak się oświadczyć?
  • Gdzie zabrać dziewczynę na 5 spotkanie?
  • Nagła utrata zainteresowania dziewczyny na początku związku…
  • Jaka jest różnica między droczeniem a obrażaniem i poniżaniem?
  • Jak sprawdzić w rozmowie czy dziewczyna leci na kasę?
  • Jak się zachowywać po odwołanym przez dziewczynę spotkaniu?
  • Jak nauczyć się flirtować po angielsku i w ogóle nabrać swobody we flircie?
  • Jak odmówić spotkania byłej dziewczynie, aby jej nie urazić?
  • Najważniejsza oznaka zainteresowania dziewczyny…

Pobierz nagrania i nagraj je sobie na odtwarzacz mp3. Następnie, gdy prowadzisz samochód lub jedziesz autobusem odsłuchaj webinaru.

Cz.1. – Jak pozbyć się skrywanej głęboko desperacji, która odpycha kobiety?

Zamów Twój miesięczny dostęp do archiwum wszystkich dotychczasowych nagrań z cotygodniowych webinarów. Otrzymasz indywidualne konto użytkownika. Następnie zaloguj się w prawym górnym rogu strony, aby zobaczyć i pobrać nagrania w formacie mp3 lub mp4 oraz zaawansowany artykuł w formacie pdf.

nagranie w formacie .mp4Kliknij prawym klawiszem “zapisz element docelowy jako” aby pobrać video z tego webinaru

ffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff


nagranie audio Kliknij prawym klawiszem “zapisz element docelowy jako” aby pobrać .mp3

ffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff


Cz.2. – Odpowiedzi Na Pytania Uczestników:

nagranie w formacie .mp4Kliknij prawym klawiszem “zapisz element docelowy jako” aby pobrać video z tego webinaru

ffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff


nagranie audio z webinaraKliknij prawym klawiszem “zapisz element docelowy jako” aby pobrać .mp3




artykułPobierz zaawansowany artykuł: “Jak Pozbyć Się Skrywanej Desperacji oraz 21 pytań, ujawniających dlaczego nie masz jeszcze dziewczyny”

ffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff

Aby uzyskać dostęp do wszystkich nagrań video i mp3 z webinarów oraz zaawansowanych artykułów, kliknij przycisk Kup teraz i opłać zamówienie za pomocą bezpiecznych płatności.

Dodaj do koszyka

Order form

NameTransfer
Miesięczny dostęp do wszystkich nagrań z webinarów i zaawansowanych artykułów49.00 zł
Webinar 61 – 16.06.2014 – Jak Pozbyć Się Skrywanej Desperacji
i Przestać Odpychać Kobiety?
Ocena: 5 Głosów: 1

Podziel się swoimi refleksjami:

{ 16 comments… read them below or add one }

Tecrtr June 25, 2014 at 21:48

To przez to, że od dziecka wpaja się nam Religię chrześcijańską lub jakiekolwiek inne powoduje to, że nie jesteśmy pewni siebie z wysoką samooceną. Jak osoba, która od dziecka klęka w kościele i mówi “moja wina” może mieć wysoką samoocenę, jak siebie obwinia ?. Potem jest wiara, że wystarczy, jak się modlisz, chodzisz do kościoła, wierzysz, że będzie dobrze. To jest mydlenie oczu, matrix. Problemów nie da się rozwiązać wiarą. Trzeba to zrobić świadomie. Dzieci, młodzież jest napiętnowana tą Religią. A kto dokona Apostazji traktowany jest jako ktoś gorszy.

Czyli gorszy,lepszy i przez tą Religię.

Reply

Salireo January 24, 2016 at 21:34

Oczywiście jakiś anty-teista wojujacy z religią i wiarą musiał się wypowiedzieć…
Nie zauważyłeś laicyzującego się społeczeństwa, młodzieży która ślepo podąża za bezsensownymi trendami, nie chce się wychylać, nie chce działać, nic poza niezbędnymi obowiązkami. Religia i wiara jest tutaj podad 1000 lat ale dopiero teraz problem braku właściwego poczucia wartości stał się prawdziwą plagą.
Oczywiście lepiej narzekać, zwalać problemy na innych niż wziąść się za siebie i pociągnąć za sobą innych.

Świetna robota Paweł.

Reply

Bartek January 3, 2019 at 23:08

Początek nowego roku to dobry moment na rachunek sumienia. Z tej okazji odniosę się do treści tego webinaru i artykułu. Jestem Twoim czytelnikiem już 2 lata i 9 miesięcy, a główne kursy (PSW90 i WON90) zacząłem przerabiać rok i 3 miesiące temu. Mimo to, nadal nie miałem żadnej randki. Za Chiny nie jestem w stanie zbudować nawyku poznawania 1-2 dziewczyn dziennie. Udzielam się w organizacji studenckiej, w wolontariatach, chodzę na Toastmasters, jeżdżę na wycieczki sudenckie oraz próbowałem różnych szkół tańca w moim mieście. Poza tym, jeśli nie mam co robić danego dnia, to szukam wydarzeń w internecie. Jednak zawsze jest to samo, co pisze ten Adam w swoim obszernym liście. Coś tam porobię ciekawego, miło spędzę czas, nauczę się czegoś nowego, ale nie ma tam żadnych ciekawych dziewczyn. Jeśli już są jakieś, które mi się fizycznie podobają, to albo kogoś mają, albo widać z daleka, że są takimi, które chcą się tylko wyszaleć i dowartościować. Czasami mi się zdarzy naprawdę udana rozmowa z nową dziewczyną, ale “czasami” to za mało. Nie mogę “wrzucić dwójki i dodać gazu”, tylko ruszam kawałek do przodu, a potem się zatrzymuję i zaczynam od nowa. To już tak trwa od kwietnia 2016.

Jeśli chodzi o to stwierdzenie, które nazwałeś brednią, że “wszyscy są w związkach, tylko nie ja”, to ja żyłem w podobnej iluzji zanim zacząłem czytać Twoją stronę. Też czułem się wykluczony i gorszy od innych. Popadłem w typowy wampiryzm eomcjonalny. Potrzebowałem dziewczyny, żeby tylko mieć seks, nie czuć się gorszy i używać związku żeby zapomnieć o swoim marnym losie. Często na imprezach widziałem, jak koleś podchodzi do obcej dziewczyny, coś jej szepcze do ucha, po chwili się trzymają za ręce, 10 minut później się namiętnie całują i obmacują, a potem wychodzą razem i można tylko się domyślać dalszego ciągu wydarzeń. Czułem się wtedy jak kompletne zero. Miałem rozkminy typu: “Dlaczego ja tak nie umiem? Czy ja naprawdę jestem jakiś wybrakowany? Czy z taką umiejętnością trzeba się urodzić, czy oni się gdzieś tego uczą?” Do oglądania treści związanych z podrywaniem dziewczyn zachęciła mnie zwykła egocentryczna chęć udowodnienia sobie, że ja też umiem szybko poderwać dziewczynę, która mi się spodoba. Na szczęście, zanim zdążyłem dać się oszuakć i narobić głupot, to znalazłem Twoje materiały, które mnie uwolniły od takiego myślenia. Tego typu zachowania nadal obserwuję u innych ludzi, ale wiem, jakie to jest chore. Od imprez klubowych najbardziej mnie odpycha właśnie to, że ludzie nie mogą po prostu się tam dobrze bawić. Kazdy dąży do tego, żeby się przykleić na parkiecie do jednej dziewczyny na pół nocy, eskalować dotyk, ostentacyjnie się lizać na środku, a dzień później ogłaszać, że są “w związku”. Tak to najczęściej wygląda. Chyba nie muszę mówić, że taki “związek” zazwyczaj trwa do pierwszej kłótni, albo w porywach do kilku miesięcy. Czyli stwierdzenie, że większość ludzi jest w związkach można uznać za częściowo prawdziwe. Niby ludzie mają jakieś relacje, ale nie są to związki oparte na właściwych zasadach i wartościach, tylko chaotyczne chuj-wie-co, które musi prowadzić do zranienia i dramatów. To dotyczy nie tylko 20-latków. Niektórzy z tego nigdy nie wyrastają i całe życie tkwią w nieświadomej niekompetencji. To już ich sprawa. Natomiast dla mnie wynika z tego pytanie: Gdzie mam szukać dziewczyn, które nie chcą tylko szybkiej, jednonocnej przygody albo dziecinnego pseudo-związku? Już mi się naprawdę skończyły pomysły. W środowiskach które wymieniłem na początku, to jest po prostu tragedia. Poznawanie 1-2 dziewczyn dziennie w miejscach z kontekstem wydaje mi się nierealne, dokóki nie znajdę samych tych miejsc.

Drugą poważną kwestią jest atrakcyjny styl życia. Bycie niewolnikiem szefa, który decyduje, kiedy i jak mam pracować i wydziela mi urlopy tak, jak jemu pasuje – to dla mnie przeciwieństwo atrakcyjnego stylu życia. Jak mam w takiej sytuacji emanować pozytywną energią? Jeśli jestem totalnie wypompowany po 8 godzinach roboty, to mogę się zmusić siłą do wychodzenia z domu, ale żadna siła mnie nie zmusi do bycia zadowolonym ze swojej ogólnej sytuacji. To niezadowolenie oraz wyczerpanie fizyczne i psychiczne będzie się przekładało na jakość moich interakcji z nowymi ludźmi, zakładając optymistycznie, że w ogóle jakieś będą. Sam mówisz, że tkwienie w znienawdzonej robocie jest destruktywne dla samooceny. Planowałem rozwiązać ten problem poprzez zarabianie na spekulacjach finansowych. Kłociliśmy się na ten temat rok temu w kursie WON90. Teraz już wiem na 100%, że te szkolenia z tradingu NIE SĄ oszustwem i pułapką na frajerów, jak Ty twierdziłeś. Nauczyli mnie jednej z najlepszych metodologii, która jest ciągle, na bieżąco udoskonalana. Problem w tym, że na razie nie mam z tego dostatecznych zysków, bo muszę grać małym wolumenem. Mimo wielkiej niechęci, jestem zmuszony jak najszybciej zacząć jakąś pracę związaną z moimi studiami, bo nic innego nie umiem. Nawet nie wiem, czy cokolwiek się znajdzie w moim mieście, a przeprowadzka oznaczałaby w dużym stopniu porzucenie tego, co już zacząłem robić. Dlatego moje perspektywy na dalszy rozwój w dziedzinie relacji damsko-męskich są nie za ciekawe. Już sama myśl o tyraniu 8 godzin dziennie i marnowaniu w sumie godziny albo więcej na dojazdy, powoduje, że mam czarne myśli, zanik motywacji i nawroty nałogów seksualnych. Co mi możesz doradzić w tej kwestii?

Reply

Paweł Grzywocz January 4, 2019 at 11:11

Dzięki za podsumowanie. To mam dwie rady, według których bym działał. Po pierwsze nie wracałabym po pracy do domu, bo potem już bym nie miał siły. Szedłbym od razu np. na siłownię, potem pod prysznic się orzeźwić, a potem zjeść coś odżywczego. Nosiłbym pewnie 1 pudełko z jakimś jedzeniem typu sałatka, jakiś kurczak, trochę ryżu z sosem ze śmietaną, a drugi taki miniobiad po siłowni lub na mieście. Musiałbym mieć siłę po pracy, żeby nie wracać do domu i nie położyć się na drzemkę, więc w tym celu musiałbym się dobrze wysypiać (8 godzin) i dobrze odżywiać, czyli regularne, odżywcze posiłki. Dużo wody również. Na siłownię szedłbym z 2 razy tygodniowo, bo częściej, to mnie mięśnie będą boleć i to nic nie daje potem, chyba że na cardio się pobujać i z kimś pogadać, to mogę iść 3 raz w tygodniu. Oczywiście za każdym razem obserwowałbym na siłce, czy są jakieś dziewczyny interesujące, a także w drodze do i z siłowni.

Gdybym nie szedł na siłownię, to szedłbym od razu na jakieś wydarzenie biznesowe typu otwarty wykład z przedsiębiorczości, z dofinansowania europejskiego, na temat szukania inwestorów. Sporo bywa tego typu spotkań związanych z przedsiębiorczością. Trzeba poczytać na aktualnościach uczeni ekonomicznych oraz na stronach organizacji typu Business Center Club, Business Networking International, Toastmasters, PWP – projekt wspierania przedsiębiorczości, spotkania gry Cashflow.

Dodatkowo robiłbym wieczorem zakupy w Tesco i tam też miałbym oczy otwarte. W weekendy bym spacerował po wielkim parku, jak np. park śląski itp. duże parki. Może bym się wybrał na łyżwy, gdy zrobią lodowisko na rynku. Wracałbym do domu koło 20.30. W ten sposób działałbym z 3 do 5 razy w tygodniu w zależności, jak bardzo dokucza Ci samotność, a mnie dokuczała bardzo. Dopiero, gdybym zaczął w codziennych sytuacjach (niekoniecznie z kontekstem, ale też bez, po drodze, WSZĘDZIE) poznawać kobiety, miałbym po kilka numerów telefonu do obdzwonienia, jedna randka na tydzień lub na 2 tygodnie z nową dziewczyną, to widziałbym, że mam ten temat opanowany i mogę ograniczyć zagadywanie do 2 do 3 razy w tygodniu albo gdy wypatrzę jakąś interesującą kobietę, bo wiem, że potrafię. Wtedy mógłbym przeznaczać więcej czasu na rozwój biznesu czy kwalifikacji zawodowych.

Rozwijałbym oczywiście umiejętności miękkie, autoprezentacji, przemawiania, nawiązywania kontaktów w tych wszystkich biznesowych miejscach i wydarzeniach. Dopiero, gdybym miał swój pomysł, czego chcę się nauczyć, np. programowania JAVA czy cokolwiek, to bym się mógł więcej zamykać z komputerem i uczyć. Odnośnie pracy, to ją w takim razie zmień. U mnie się to rozwiązało w ten sposób, że byłem w drużynie z matołami, którzy byli wulgarni i mi dokuczali, co mnie dość znacznie podłamywało. Potrafiłem przy nowych dziewczynach włączyć sobie dobry humor, poznawać dziewczyny, być atrakcyjnym, zainteresować, ale było to trochę udawane jeszcze wtedy, bo po treningu łapałem doła, a dziewczynę traktowałem, jak mamusię do przytulania i pocieszania się, przez co zabiłem jej zainteresowanie między innymi plus parę innych błędów w tej kategorii, jak zaślepienie czułością, bliskością, dziewczyna również poniżej moich marzeń. Trenerzy zwolnili mnie po cichu dzień przed rozpoczęciem nowego sezonu i nie wyrobili mi karty zawodnika na nowy sezon. W głębi serca się cieszyłem, że to koniec. Zostało to ucięte maczetą. Sam nie miałbym raczej na to siły tak zerwać z czymś, czemu poświęcałem się ponad 10 lat. Trwałoby to wówczas pewnie z rok do 2 lata dłużej, bo powoli widziałem, że nie chcę tak żyć.

Wtedy naprawdę stałem się dużo bardziej szczęśliwy, bo nie przebywałem tyle czasu z debilami i nikt mi nie dokuczał. Totalna wolność psychiczna, inny świat. Robiłem, co chcę, kiedy chcę, z kim chcę. Tyle, że byłem na studiach dziennych jeszcze, więc miałem tylko oszczędności zza granicy. Jednak studia dziennie to była taka 1/2 etatu, czasami cały etat. Generalnie strata czasu poza dostępem do młodych ludzi i dużej ilości dziewczyn. Też mi się rzadko która podobała, ale próbowałem pogadać chociaż z takimi sympatyczniejszymi. Jeśli ta praca Cię tak ciśnie, to zaoszczędź 6 miesięcy wydatków lub wróć do rodziców i zajmij się czymś innym. Wolałbym już chodzić na szkolenia doszkalające, na jakiś kurs zawodowy, cokolwiek byle nie do pracy, której nienawidzę. Wolałbym nawet za granicę pojechać do fabryki i przynajmniej konkretnie sobie coś zarobić i oszczędzić niż chodzić do pracy do szefa kutafona, który mnie wykorzystuje i się u niego męczę.

W każdym razie zająłbym się obydwiema sferami jednocześnie, bo rozmowy z kobietami dają kopa i inspirują, żeby pracować nad sobą i swoim losem zawodowym. Bez rozmów z kobietami nie chciałoby mi się tak rozwijać zawodowo i biznesowo, bo po co, dla kogo… żeby potem wracać do pustego mieszkania? Nigdy mnie to nie interesowało. Wolałem zawsze być jakimś listonoszem lub pracować w fabryce, jeśli będzie taka konieczność i mieć udane relacje, z kobietą, z przyjacielem, ze sobą, mieć udany związek. To mnie motywowało do rozwoju zawodowego, bo nie chciałbym się kłócić z żoną o to, że nie mamy pieniędzy na normalne życie.

Jednakże wiedziałem, że ogarnięta dziewczyna też będzie pracować albo wyjedzie ze mną za granicę, więc nie kładłem sobie presji, że muszę być jakiś bardzo zamożny, żeby kobiety poznawać i wejść w związek. Ona powinna chcieć być ze mną, bo się jej podobam, bo ją pociągam, bo spędza nam się świetnie czas, bo mam interesującą osobowość, wartości życiowe, bo chcemy razem spędzać czas, a pieniądze to środek do tego, żeby żyć, zjeść, pójść do kina, zapłacić rachunki a nie odwrotnie, że jak nie zarabiam dużo, to się jej nie spodobam. To ja dziękuję takim materialistkom, nie chcę, żeby leciała na mnie, bo mam dobrą pracę lub firmę. To w sumie tyle, czyli to, co zawsze. Coś Ci się nie podoba i Cię traci, to zmień to.

Reply

Bartek January 4, 2019 at 19:51

Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Muszę tylko doprecyzować, że jeszcze nie mam pracy. Skończyłem studia w lipcu, a później przez kilka miesięcy żyłem nadzieją, że będę od razu się utrzymywał ze spekulacji na Forexie. To się na razie nie udaje, więc od października zacząłem szukać innych opcji. Zależy mi na tym, żebym w pracy mógł sam sobą zarządzać i nie siedzieć 8 godzin po to, żeby siedzieć. Wolałbym zależność “ile pracujesz, tyle zarabiasz”, ewentualnie deadline na dany projekt i nikt się nie wtrąca pod warunkiem, że się wyrobię. Próbowałem najpierw marketingu internetowego, który się okazał ściemą i cwaniactwem na granicy prawa. Później próbowałem montować filmy ślubne, ale okazało się, że to kompletnie nie dla mnie. Moje wykształcenie jest bardzo specyficzne (wydział chemiczny) i raczej umożliwia tylko etat w jakimś laboratorium. Dlatego (między innymi) podejmowanie pracy zgodnej z wykształceniem to dla mnie ostateczność, którą dopuszczam, bo już nie widzę innego rozwiązania. Moje pasje (foto, video, gitara) są mało dochodowe. Kariera artystyczna to totalny wyścig szczurów i jeszcze gorszy zapierdol za śmieszne pieniądze, chyba że ktoś zostanie gwiazdą. Ale 9 miesięcy w roku w trasach koncertowych, to też zabójstwo dla relacji damsko-męskich. Jeśli znajdę jakąś pracę, to jeszcze nie wiem, jaka ona będzie. Może nie trzeba od razu zakładać, że będę jej nienawidził. Jednak dla mnie główny problem polega na samym fakcie, że ktoś będzie mną rządził i się czepiał, a tego trudno uniknąć. Jeśli chodzi o finanse, to nie mam presji, żeby zarabiać jakąś fortunę. Tylko że nie mogę wiecznie wynajmować mieszkania, a samochód babci nie będzie żył w nieskończoność. Na etacie nie można się dorobić większych pieniędzy na własne mieszkanie i samochód, tylko wegetować od 1-go do 1-go. Nie ma mowy, żebym z oszczędności wrócił do mieszkania rodziców, ponieważ wcześniej właśnie dzielenie pokoju z bratem było dla mnie głównym źródłem frustracji i niezadowolenia.

Do poznawania dziewczyn wolę miejsca, w których poznawanie ludzi jest normalne. Nie wyobrażam sobie zagadywania w sklepie albo w tramwaju. Nawet jak chodziłem na siłownię, to tam nie zagadywałem do dziewczyn, bo miałem wrażenie, że będę im przeszkadzał. Jestem przyzwyczajony do tego, że w miejscach publicznych załatwiam swoje sprawy i wychodzę. Takie ilościowe zagadywanie ćwiczyłem głównie na speed-datingu. Trochę próbowałem na jakichś festynach i koncertach, ale tam dziewczyny wcale nie były takie otwarte. Raczej dziwnie patrzyły i kończyło się na wymianie kilku zdań. Samo przełamywanie strachu przed podejściem i zagadaniem, np. na jakichś targach czy wystawach, też mi daje niewielką satysfakcję, tylko tyle, że mogę sobie powiedzieć “dobra, ćwiczenie odwalone, lepsze to niż nic”. W taki sposób nie poznam dziewczyny, z którą sam bym miał ochotę się spotkać, bo nawet dobrze nie sprawdzę, jak mi się z nią rozmawia. Nie ma sensu brać numeru “na oślep” od dziewczyny, która mi się tylko podoba fizycznie. Desperacji polegającej na pragnieniu związku byle nie być sam, już dawno się pozbyłem. Mam swoje standardy i wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Problem w tym, że jeśli nie czuję, że jestem przynajmniej na dobrej drodze i idę do przodu, to mam silne wyrzuty sumienia, powodujące złość i frustrację. Nawet teraz jest ciężko, a jak pójdę do roboty, to obawiam się, że będzie jeszcze gorzej.

Reply

Paweł Grzywocz January 7, 2019 at 13:32

Odnośnie nieruchomości to przeczytaj bloga wdomachzbetonu.pl oraz trader21 – dlaczego nadal nie inwestuję w nieruchomości. Obecnie nie ma się co napinać na kupno nieruchomości. Za 5 do 10 lat rynek się zmieni i to bardzo, bo średnie oprocentowanie kredytów w ciągu 15 do 20 lat to jakieś 5 do 7%, a w tej chwili to 1,5%, a około 50% kredytobiorców w Polsce płaci ratę kredytu w wysokości 40 do 60% ich miesięcznych dochodów. To tzw. kredytowi kamikaze i gdy stopy procentowe powrócą do normalnych poziomów, to ich rata zwiększy się dwukrotnie i zbankrutują, a ceny nieruchomości się załamią. Może to jednak potrwać jeszcze z 5 lat minimum, bo oprócz problemu niskich stóp procentowych mamy katastrofę demograficzną i każdego roku znika ok. 200 000 potencjalnych nabywców z powodu niżu demograficznego i z powodu emigracji zarobkowej drugie tyle. Ludzie umierają i wyjeżdżają, brakuje młodych. Nieruchomości pustoszeją. Za 10 lat to będzie kraj widmo jak wschodnie Niemcy. Przeczytaj tego bloga w tym temacie.

Warto też zdawać sobie sprawę, że złotówka, to waluta peryferyjna, niesuwerenna, która musi cały czas mieć 100% pokrycie w $ i EURO. To oznacza, że gdy następuje jakiś poważniejszy krach lub gospodarcza niestabilność na świecie lub u nas, to z naszego kraju gwałtownie odpływa kapitał zagraniczny, powodując tym samym znacznie osłabienie się siły nabywczej naszej i tak słabej waluty – 4 razy słabszej niż te światowe, jak frank, dollar, strefa euro to w ogóle jest zagrożona przez te ich wszystkie ingerencje, więc nie jest to pewna waluta. Żadna właściwie nie jest, ponieważ odsetki od długu u największych państw niedługo będą przekraczać ich roczny PKB, czyli bankructwo.

Banki centralne planują jednak zmniejszać zadłużenie poprzez kontrolowaną inflację, czyli tzw. papierowe/elektroniczne oszczędności również będą się dewaluować na przestrzeni kolejnych 10 lat o jakieś 10 do 15% rocznie ukrytej inflacji, co w ciągu 10 lat obniży zadłużenie, jednak obniży to również siłę nabywczą oszczędności. Zaleca się ubezpieczenie oszczędności chociaż w 10% albo więcej w złocie i srebrze, ponieważ przez 5000 lat stanowiły pieniądze i nigdy ich wartość nie spadła do zera, a waluty narodowe były zawsze wymienialne na jakieś surowce, a od 1971 nie są wymienialne na nic (film “Jak bankierzy oszukują ludzi”), czyli zarzynamy się o papierki i cyferki, którym w każdej chwili rząd może uciąć 1 albo 4 zera i powiedzieć, że od teraz są mniej warte, jak to miało miejsce wiele razy na przestrzeni dekad i wieków, jak np teraz w Wenezueli (ciekawy vlog: BezPlanu) lub w Argentynie, na Cyprze, w Indiach i wiele podobnych.

Warto jest coś potrafić, mieć umiejętności, specjalizację, potrafić generować dochód ze swojej pracy, ale musi to być w celu pomagania klientom i zapłacenia za swoje życie a nie z żądzy tych ściemnionych papierków i cyferek ani nie z lenistwa, żeby nie trzeba było nic robić, bo taka grupa uprzywilejowana już istnieje i są nią właściciele banków centralnych, światowych, Rotchlidowie, Rocefellerowie itp. którzy są właścicielami tego światowego długu i się bogacą poprzez manipulowanie stopami procentowymi i bankrutowaniem narodów. Ta gra jest od początku tak ustawiona, że są równi i równiejsi.

Odnośnie zarabiania, to o wiele cenniejsze są relacje międzyludzkie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy państwo położy łapę na depozytach lub spowoduje galopującą inflację. Do szczęścia wystarczy pracować w branży, która nas interesuje i zarabiać tyle, żeby wystarczyło do pokrycia niezbędnych rachunków. Dążenie do nie wiadomo jakiego bogactwa jest bez sensu, bo nigdy nie wiadomo, z której strony system nas okradnie z oszczędności, więc potem człowiek uciuła większą kwotę, to musi się kryć przed bankami i krachami. Jest to zbyt ulotne. Warto pracować, ale bez obsesji. Ważne, żeby nie siedzieć na dupie i się nie nudzić, bo to jest dopiero męczarnia. Wolałbym już w fabryce pracować niż nie mieć, co robić.

Odnośnie dziewczyn to jest kwestia statystki. W miejscach bez kontekstu, jak i z kontekstem dużo dziewczyn ma chłopaka albo prawie każda ładna, wolne to wyjątek. To normalne, kwestia statystyki.

Najczęściej wolne, które mają trochę zaufania, otwartości, nie są jakoś poranione przez facetów, to pogadają dłużej i uda się zbudować rozmowę i solidny kontakt i takie dziewczyny nieraz mają 19,20,21,22 lata oraz one widzą we mnie taką mądrość, autorytet, że mogę im coś więcej ciekawego o życiu powiedzieć niż ich rówieśnik.

Aby taką spotkać, to nieraz z 5 do 10 dziewczyn trzeba zagadać.

Można do 10 dziewczyn zagadać w ciągu 1 dnia albo na przestrzeni całego tygodnia, ale jest to zawsze 10 DZIEWCZYN TYGODNIOWO A NIE JEDNA!

Jedna, młoda, ładna, wolna, otwarta, rozmowna, porządna, chętna na spotkanie dziewczyna tygodniowo to całkiem uspokajający wynik.

1 randka z taką dziewczyną tygodniowo albo chociaż szansa na taką randkę po udanej rozmowie daje nadzieje, że w końcu coś wypali, kwestia czasu. To 52 spoko dziewczyny rocznie, więc jedna z nich się będzie nadawać.

Ale to trzeba umiejętnie zagadać do około 10 dziewczyn tygodniowo i też je odpowiednio wyselekcjonować, żeby zagadywać do takich, które przyjaźnie wyglądają. A gdy poznajesz 1 dziewczynę na tydzień, to nie ma się co dziwić, że przy tak małej próbie ciągle trafiasz na jakieś niezainteresowane i zamknięte.

Reply

Bartek January 9, 2019 at 16:37

Najbardziej się rozpisałeś na tematy ekonomiczne. Widać, że Cię to kręci. Nie wiem skąd autorzy tych blogów czerpią swoją wiedzę i doświadczenie, więc nie mam podstawy, żeby ich uznać lub nie uznać za autorytet. Zgadzam się z tym, że spekulacje finansowe nic nie wnoszą do tego świata i nie warto się tylko na tym opierać. Ale pod względem ryzyka finansowego jest to taki sam biznes, jak każdy inny. Można w ten sposób zdobyć pieniądze, które później się zamieni na realną wartość i uniknąć zadłużania się w bankach. Kiedyś się kontaktowałem ze specjalistą od psychologii inwestowania, cytując obszerne fragmenty tego, co Ty mi pisałeś na temat rynków finansowych. Zacytuję tutaj fragmenty tego, co on mi odpisał (jednak tę część piszę tylko przy okazji, nie chcę znowu się kłócić na ten temat):

“Rzeczywiście poważnym uczestnikiem rynku finansowego są banki. Czerpią z tego ogromne profity. I choćby z tego punktu widzenia opłaca im się utrzymywać ten rynek w jak najlepszej formie. Oczywiście może zdarzyć się WIELKI KRACH, upadek systemu bankowego Tyle, że wówczas dotknie to praktycznie KAŻDEGO sposobu zarabiania pieniędzy. A więc decydowanie o czymkolwiek w życiu w oparciu o myślenie o WIELKIM KRACHU, jest równie sensowne jak myślenie typu “w każdej chwili może w ziemię uderzyć kometa”. Oczywiście mogą zdarzyć się sytuacje w otoczeniu makroekonomicznym (wieloletnie wojny, kryzys ekonomiczne, itd), które sprawią, że analiza wykresów będzie mniej skuteczna w oparciu o dotychczasową metodologię, ale wówczas pojawią inne metodologie, które będą dopasowane do nowych uwarunkowań. Czy przypadkiem nie oszukujemy samych siebie zakładając, że istnieje jakikolwiek sposób, który może być źródłem dochodu na całe życie? W życiu i na świecie dzieje się tyle rzeczy, że nikt rozsądny nie będzie twierdził, że tak jest. Ważne jest natomiast to, aby mieć cele i realizować je przy pomocy narzędzi, które mamy “pod ręką”. Zamożność można budować na wiele różnych sposobów. Trzeba tylko mieć odwagę, aby sposoby, które są dla nas odpowiednie wykorzystywać, a te, które są dla nas nie odpowiednie odrzucać i szukać dalej.”

Tyle w temacie ekonomii. Natomiast ważniejszym wątkiem jest dla mnie to, jak sobie poradzić z tym całym “bólem dupy”, który wiąże się z szukaniem pracy. Przyłapuję się na tym, że mam zanik motywacji, kiedy nie jestem pewny, gdzie będę mieszkał za jakiś czas. Poczucie, że wszystko jest nietrwałe i tymczasowe powoduje pokusę, żeby sobie odpuszczać większe zaangażowanie. Jaki jest sens teraz randkować z dziewczyną z Łodzi, skoro za parę miesięcy mogę być zmuszony emigrować np. do Holandii? Jak się nie frustrować tym, że ktoś mną rządzi i mi wszystko narzuca, jeśli na razie nie bardzo mogę być swoim własnym szefem? Właśnie takich problemów chciałem uniknąć zakładając, że będę zarabiał na tradingu. Chciałem sobie zbudować zdrowy, konstruktywny i ciekawy styl życia, bez konieczności tyrania, ciągłego strachu, czy mi nie zabraknie pieniędzy i poczucia winy przy każdym grubszym wydatku. Czy ja chcę jakiejś utopii, czy może jednak to jest możliwe?

Ostatnio jeszcze chodzi mi po głowie następujący problem: Jak pokonać kompleksy związane z tym, że kobiety w dzisiejszych czasach są bardziej rozgarnięte życiowo i przedsiębiorcze od mężczyzn? Takie mam wrażenie, działając w organizacji studenckiej, że dziewczyny (niektóre młodsze ode mnie o 5 albo 7 lat!!!) są biegłe w przemawianiu, prowadzą szkolenia, koordynują duże projekty, a ja nie umiem nic. Nad umiejętnościami prezentacji zacząłem pracować na spotkaniach Toastmasters i mój Icebreaker został bardzo pozytywnie przyjęty. Staram się nie porównywać z innymi, tylko ze sobą z przeszłości, jak radzisz w PSW90. Jednak trudno nie zauważyć, że 20-letnie dziewczyny mają coś do powiedzenia i jakiś pomysł na siebie, a ja tylko coś tam próbuję żeby zobaczyć, jak mi wyjdzie. Bardziej ambitnych zadań w tej organizacji nikt mi nie chce powierzyć, bo zawsze są lepsi kandydaci. Czasami zastanawiam się “kogo ja chcę oszukać” zakładając, że mogę prowadzić taką kobietę i być dla niej męskim autorytetem. Może one wszystkie są feministkami nastawionymi na karierę, które nie nadają się do randkowania. Ale nie sprawdzę tego bez rozmowy z taką dziewczyną. Jak z taką rozmawiać z poziomu co najmniej równego, a nie niższego od niej?

Reply

Paweł Grzywocz January 9, 2019 at 18:57

Zbyt bardzo generalizujesz te dziewczyny. Dla mnie jednym z najważniejszych mierników przedsiębiorczości jest DOCHÓD! Sam byłem w takiej organizacji studenckiej, ale mój zapał w jej projektach był bardzo minimalny lub wręcz słomiany w porównaniu do dziewczyn, które prowadziły jakieś półroczne i roczne projekty. Zbliżał mi się koniec studiów i potrzebowałem generować DOCHÓD a nie angażować się w jakieś non profit organizacje, szkolenia, konferencje, projekty. Uważałem, że co z tego, że dziewczyna poświęci rok na organizację jakiejś konferencji, skoro dochodu z tego ma zero. A ja potrzebowałem na tamtym etapie życia dochodu.

Rozważałem jakąkolwiek pracę, projekt biznesowy, wyjazd, cokolwiek, byle uzyskiwać dochód. Z brakiem dochodu czułem się źle. Mój czas na zabawę w studenckie eventy non profit uznałem za zakończony. Mogłem się w to bawić na pierwszym lub drugim roku a nie ostatnim! Może to zaowocuje tym dziewczynom, że będą miały bogatsze cv i znajdą lepszą pracę. A może zostaną wykorzystane przez sprytniejszych i nie będą wynagradzane adekwatnie do umiejętności. A może skończą w jakimś urzędzie i będą pracować, jak każdy inny absolwent. W każdym razie nie porównywałem się z nimi, bo uważałem te projekty za dziecinne. Pieniądze miałem zarobione z koszykówki, emigracji, sprzedawania funduszy inwestycyjnych (poliso lokat w ramach mlm) i z prowadzenia szkoleń z języka angielskiego. To były takie moje branże, w których miałem jakieś umiejętności, zainteresowania. Dawało mi to drobne kwoty, wręcz kieszonkowe, ale to był dochód a nie jakaś zabawa w stylu sztuka dla sztuki. Nieraz sobie myślałem, że te wszystkie organizatorki, jakby miały zarobić pieniądze we własnej firmie lub jako handlowiec, to by dopiero zobaczyły, jakie życie jest brutalne. A w takiej organizacji przecież to jest taki symulator prawdziwego życia. Nie ma co porównywać.

Odnośnie pracy i motywacji, to zejdź na ziemię i zacznij dostrzegać wartość pracy samej w sobie. Wolałbym w ostateczności pracować w fabryce i tyrać, nawet rozwozić pizzę niż narzekać na brak kasy, brak pracy, brak zajęć, siedzieć na dupie i nie mieć, co robić i się unosić honorem, że “ja nie chcę szefa”. To postawa typowego obiboka lesera, co ma 2 lewe ręce do roboty i się miga, żeby się nie pobrudzić. W życiu trzeba zapierdzielać! Przynajmniej wtedy ma się satysfakcję, że się coś z tym życiem robi a nie tylko narzeka i unika PRACY. A jak Ci zarobki w “zwykłych pracach” nie odpowiadają, to spróbuj za granicą. Jak nie masz umiejętności specjalistycznych (zaaw. angielski, programowanie, hydraulika, IT, cokolwiek, za co płacą), to albo je zdobądź w rok (jeśli masz na to oszczędności, wsparcie rodziców itp. np. zrób kurs microsoftu, cokolwiek, co Cię interesuje i rozwiązuje REALNE problemy) i zacznij na tym zarabiać.

Tutaj znowu wracamy do tej spekulacji. Spekulacja nie rozwiązuje niczyich problemów, za które ludzie są gotowi zapłacić, więc nie tworzy bogactwa, wartości dodanej. Spekulacja to hazard. A hazard jest tak ustawiony, żeby kasyno zawsze lub prawie zawsze wygrywało. Kasyno jest domyślnie zwycięzcą, a leszcze są dawcami kapitału. Każdy uczciwy nauczyciel biznesu przyznaje, że najpewniejszą droga do polepszenia sytuacji finansowej jest własny interes oraz przypominają, że żaden rentier nie doszedł do swojego kapitału za pomocą spekulacji, hazardu, szczęścia, jakiegoś wytrychu, cudownego systemu, na skróty, tylko doszedł do kapitału własną pracą, tworzeniem wartości, rozwiązywaniem problemów. “Możesz zdobyć w życiu to, co tylko zechcesz, jeśli wystarczającej liczbie ludzi pomożesz zdobyć to, czego oni pragną” – Zig Ziglar.

Zwycięscy, ludzie czynu, kowale swojego losu nie liczą na łut szczęścia, nie spekulują, czy rynek pójdzie w tę czy w tamtą, tylko zakasują rękawy i wytwarzają pomocne dla ludzi dobra, produkty i usługi. Poza tym spekulowanie w dzisiejszych czasach to faktycznie totalna loteria, kasyno, ponieważ ruchy na poszczególnych rynkach są kontrolowane przez bankierów centralnych, więc inwestorzy nawet nie patrzą na żadne fundamenty ekonomiczne, tylko na to, co zrobi bank centralny. Np. amerykański FED sugeruje, że nie podniesie stóp procentowych, to giełda zwyżkuje i ludzie kupują, bo będzie tani kredyt dalej pompował rynki finansowe. FED sugeruje, że podniesie stopy procentowe, to inwestorzy uciekają i powstaje panika, korekta. Rynkami rządzą mocno stopy procentowe dyktowane przez światowe banki centralne. Sztuką dzisiaj jest w ogóle ochronić kapitał, żeby nie zjadła go inflacja albo krach. Żyjemy w czasach “Everything bubble”, czyli bańka na wszystkim. Jest też książka o takim tytule.

Obecnie widać taki trend, jak napisałem, że banki centralne będą próbować zmniejszyć zadłużenie metodą inflacyjną, czyli dalej będą tak drukować, dopisywać walutę, żeby system finansowy nie załamał się pod naciskiem tego zadłużenia i odsetek. Jednak nie wiadomo, jak długo ta metoda będzie działać i czy inflacja się nie wymknie spod kontroli. Nagłe załamanie systemu, jak na Cyprze spowodowałoby panikę, bunt, zamieszki, a to nie do końca jest im na rękę, bo wolą nas gotować powoli, bo im chodzi o kontrolę, społeczeństwo bezgotówkowe a nie o bogacenie się, bo i tak już wszystko mają.

W każdym razie nie dostrzegasz chyba tego problemu, jakim są banki centralne, dodruk waluty, sztuczne manipulowanie stopami procentowymi, niemal zerowe stopy procentowe, bańka kredytowa, ingerencje banków centralnych w poszczególne rynki finansowe. Bardziej dałeś się wciągnąć ludziom, obiecującym cudowne systemy spekulowania w tym zmanipulowanym świecie finansów. Biblia ostrzega, że “MIŁOŚĆ pieniądza jest korzeniem wszelkiego zła”, a wszelcy oszuści czy to światowi czy lokalni kierują się miłością pieniądza a nie chęcią faktycznej pomocy, więc to aż na kilometr śmierdzi, gdy ktoś obiecuje luksusowe życie bez pracy, tylko na spekulacji.

Zgadzam się, że nie należy zawieszać swojego życia w miejscu, bo nadchodzi krach. Jednakże warto się edukować, które aktywa są w bańce, a które są w miarę bezpieczne na czas turbulencji. Metale szlachetne stanowiły ochronę na tego typu okresy inflacji (Ukryte sekrety pieniądza – yt). Starożytny Rzym upadł, bo rozwadniał swoją walutę. Każde mocarstwo, imperium, każdy system i każda waluta umiera poprzez inflację i historia kręci się od nowa. Obecny system trwa już od 1971 roku, gdy Nixon zerwał wymienialność dolarów na złoto. (Film: “Jak bankierzy oszukują ludzi”). To już ponad 40 lat, a zwykle waluty, waluty rezerwowe, światowe, jak dolar trwają jakieś 27 lat. Warto więc chronić kapitał w takich aktywach, jak metale szlachetne (złoto i srebro i w walutach surowcowych, czyli takich państw, które tworzą jakąś wartość i mają w miarę dobre zadłużenie, jak Norwegia, Australia – szukaj “waluty surowcowe na przeczekanie resetu”, poza tym Frank szwajcarski jako centrum finansowe świata i krótkoterminowo dolar, bo w wielu krajach w czasie inflacji dolar pozwalał na zachowanie siły nabywczej. Wszelkie ziemskie bogactwa są bardzo kruche. Metale można zdelegalizować, obłożyć wysokim podatkiem od zysków, straszyć więzieniem i nawet one mogą nie pomóc, jak władza będzie chciała sięgnąć po nas łapę, to będziemy się po lasach chować, żeby nas nie zachipowali.

Nie chodzi o to, żeby rezygnować z zarabiania pieniędzy, tylko świadomości, że pieniądze są środkiem, narzędziem wymiany dóbr i usług, wynagradzania za naszą pracę, nasze produkty, usługi. Pracujemy po to, żeby żyć a nie żyjemy po to, żeby pracować. Chodzi o to, aby nie zafiksować się na unikaniu pracy ani na jakiejś wolności finansowej, która jest nierealna i głupia, bo jak już masz np. milion albo więcej, to nigdy nie wiadomo, kiedy państwo położy łapę na depozytach, nie zwiększy czterokrotnie podatków od nieruchomości, jak to miało miejsce w Grecji czy Indiach czy nie zdelegalizuje czegoś tam jeszcze, np. własności prywatnej w celu ratowania systemu.

A własny biznes ma tę zaletę, że jeśli rozwiązuje on konkretne problemy ludzi, to w nowym systemie, w nowej walucie czy w systemie barterowym (handlu wymiennego) być może znajdą się ponownie klienci na nasz produkt, usługę, umiejętności albo wykorzystamy nasze zdolności i predyspozycje w jakiś podobny sposób, co kiedyś, co pozwoli nam na zarobkowanie i życie.

Szukanie swojej branży i talentów, kształcenie ich to czasochłonny proces. Pytanie, w czym się szkoliłeś przez ostatnie 10 lat? Jeśli w niczym, za co klienci lub pracodawca chcą płacić, to pozostaje pójść do normalnej pracy, a po godzinach nadrobić zaległości i kształcić specjalistyczne umiejętności tworzenia wartości w takich sferach, jak zdrowie, sylwetka, uroda, relacje, wychowanie dzieci, zdrowie na starość, zdrowe odżywianie, reklama, promocja, marketing, sprzedaż, media społecznościowe, programowanie, aplikacje mobilne i wiele podobnych, patrz odcinek nr 10.

Poza tym życie zarobkowe i kobieta to odrębne sfery, ponieważ możesz z kobietą wyjechać do pracy albo na miejscu razem będziecie dążyć do poprawy sytuacji. Jak spotkasz super dziewczynę, z którą będziesz szczęśliwy, to razem ustalicie, czy za rok wyjeżdżacie, czy rozwijacie się w Polsce. A jakbyście się mieli z tego powodu rozstać, to trudno. Bywa.

Jeszcze odnośnie zarabiania i szefa, to oglądam sporo vlogów o życiu np. na Islandii, w Norwegii, w Australii, w Londynie, mam też masę znajomych, którzy wyemigrowali i widzę, że w takich zachodnich krajach ludzie ze zwykłej pracy utrzymują się względnie normalnie, czyli mają na rachunki, na przyjemności i jeszcze trochę zaoszczędzą co miesiąc, co w Polsce jest niemożliwe, ponieważ u nas zarobki są tak niskie w stosunku do cen, że normalne, samotne życie w zwykłej pracy jest praktycznie niemożliwe i przypomina bardziej jakąś wegetację i zaciskanie pasa. Polska w porównaniu do tamtych krajów pod względem zarobków wypada słabo. Widać masę naleciałości postkomunistycznych, koneksji, kolesiostwa, wysokich podatków, kombinowania itd.

Stąd pracowanie w zwykłej pracy w Polsce to dość inny kaliber siły nabywczej niż w innych, bardziej rozwiniętych krajach i nie dziwię się, że młodzi ludzie od tego uciekają i emigrują. Ci na emigracji mówią, że prowadzą tzw. normalne życie i nie mają zamiaru wracać. Nie zawsze mieli lub mają lekko, niekoniecznie pławią się w ekstrawaganckich luksusach, ale stać ich na tzw. normalne życie typu rachunki, samochód, knajpy, zagraniczne wakacje raz do dwa razy w roku i trochę oszczędności, więc takim Anglikom to się nawet nie chce więcej niż to zarabiać, bo tak im dobrze. A w Polsce to trzeba naprawdę być wybitnym, żeby sobie pozwolić na takie normalne życie.

Reply

Bartek January 9, 2019 at 20:41

W czym się szkoliłem przez ostatnie 10 lat? Takie pytanie to w moim przypadku “śmiech na sali”. 10 lat temu byłem na przełomie gimnazjum i liceum. To był najbardziej żenujący okres mojego życia, o którym nie chcę nawet myśleć. Byłem totalnie uzależniony od przyjemności seksualnej, głodny uwagi i pochlebstwa, zakompleksiony, zamknięty, niepewny siebie nawet w banalnych, codziennych sytuacjach. Do 2015-16 roku tak naprawdę żyłem chwilą z nastawieniem “co będzie, to będzie”. Uważałem, że myślenie o przyszłości jest bez sensu, bo na dłuższą metę prowadzi do myślenia o śmierci. Zacząłem się skłaniać w kierunku typowego myślenia “wyszalej się póki możesz, bo potem będzie za późno”. To było zanim trafiłem na Twoją stronę. Bardzo zainspirowało mnie to, co mówisz i piszesz w wielu materiałach, że to kobiety powinny się bać, że czas ucieka, a mężczyzna może z czasem się stawać coraz lepszy. Co prawda, na początku byłem sceptycznie nastawiony do takiego poglądu, ponieważ nie jest on zgodny z obowiązującą doktryną o równości płci. Jednak przyjęcie tego do wiadomości zmieniło moje życie.

W latach 2012-18 większość energii poświęcałem na skończenie studiów, które na początku mnie umiarkowanie ciekawiły, a na koniec mi totalnie zbrzydły, głównie ze względu na sposób organizacji państwowej uczelni nastawiony na znęcanie się nad studentami i rzucanie im kłód nogi. Jednak mam taki papier, jaki mam i pozostaje mi wybór: albo pracować w tym zawodzie, albo machać łopatą. Wykształcenie mam w kierunku chemicznym. Na ten temat też można znaleźć wiele teorii spiskowych (o kartelach farmaceutycznych, które celowo nas trują itd.). W tej dziedzinie nie rozkręcę własnej działalności, bo ani na niczym się tak dobrze nie znam, ani w życiu nie zdobędę koniecznego budżetu. Dostępna jest dla mnie tylko praca etatowa, w której będą mnie eksploatować jak maszynę i oczekiwać właśnie, że będę żył dla pracy, a nie pracował żeby żyć. Jakiejkolwiek innej dziedziny musiałbym się uczyć kompletnie od podstaw. Nawet nie mam pomysłu, co by to mogło być.

Ta organizacja studencka nie polega tylko na jakichś dziecinnych zabawach. Można się tam rozwijać w takich dziedzinach, jak HR, PR, FR, finanse. Słyszałem o takich przypadkach, że ktoś np. dzięki prowadzeniu finansów stowarzyszenia studenckiego dostał pracę w finansach w jakiejś firmie, mimo że studiował mechanikę. Jeśli chodzi o te osoby, które wydają mi się bardziej ambitne i zaawansowane ode mnie, to też tutaj widzę drugie dno. Może i są świetnymi organizatorami imprez i wycieczek, szanowanymi na poziomie ogólnopolskiego stowarzyszenia, ale część z nich już drugi raz powtarza rok, bo nie mają kiedy się nauczyć do egzaminów. Ja tam dołączyłem na ostatnim semestrze, bo wcześniej miałem nastawienie: “najpierw to, co muszę zaliczyć, potem ewentualnie coś dodatkowego”. Efekt był taki, że na coś dodatkowego już nie miałem czasu ani energii. W ten oto sposób opowiedziałem Ci swój życiorys. Moją obecną sytuację można streścić: Jak się nie obrócisz, dupa z tyłu. Mogę to przyjąć na klatę i mówić sobie, że wszyscy mają ciężko, bo takie jest życie. Ale w takim przypadku nie widzę pozytywnych perspektyw dla tych sfer życia, które są dla mnie ważne.

Reply

Paweł Grzywocz January 9, 2019 at 21:12

Nie musisz machać łopatą. Najważniejsza w biznesie i zarabianiu jest umiejętność profesjonalnej, konsultacyjnej sprzedaży i marketingu. Każda firma czy produkt potrzebuje sprzedaży, aby żyć. Profesjonalny sprzedawca, konsultant to najważniejsza umiejętność i zawsze każde przedsiębiorstwo będzie potrzebować dobrych handlowców. Czasami jest to oczywiście wypaczone tak samo, jak na etacie w branży chemicznej, że masz nawalać jednostki, robić statystyki, ciągle więcej, więcej. Jednak wszystko zależy od firmy, do jakiej się wybierzesz. Są firmy z wartościami, z wysoką kulturą pracy, z misją, która faktycznie chce pomagać klientom w swojej branży, a są też firmy, które chcą tylko wcisnąć jak najwięcej kitu i jak najwięcej zarobić. Nie można generalizować, tylko trzeba samemu to przerobić i ostrożnie dobierać pracodawcę. Jak z kobietami. Jedna leci na kasę, a inna chce czegoś więcej. Tak samo jedna firma szuka totalnego naciągacza bez sumienia, a inna szuka kogoś z wartościami, kto będzie budował wieloletnie relacje. W każdym razie każdy trener biznesu zaleca, żeby najpierw nauczyć się sprzedawać, ponieważ jest to konieczna umiejętność w biznesie i w ogóle w życiu.

Odnośnie karteli farmaceutycznych, to warto nadmienić, że rządzą nimi oczywiście elity finansowe, którym chodzi zarówno o zysk, jak i kontrolę. Nie są to żadne teorie, tylko mnóstwo gałęzi medycyny działa na zasadzie nabijania statystyk sprzedaży leków, kuracji, zabiegów, które niekoniecznie pomagają, często nie pomagają, a wręcz szkodzą. Oczywiście to wspaniale, że niektóre leki naprawdę pomagają, są potrzebne, natomiast nie należy ślepo ufać autorytetom, które często chcą po prostu opchnąć towar z pułki. Wiele procedur tak działa, że np. szpital musi zużyć tyle i tyle sztuk gazików, strzykawek, szczepionek. Nieważne, czy nieaktualne, przedatowane, szkodliwe. Mają zejść. Ma ich nie być. A jest to państwowa instytucja NFZ, niedofinansowana, więc stąd tyle patologii, nawet w mediach, jak wstrzykiwanie ludziom wycofanych serii szczepionek, byle zeszło z pułki.

Przykładowe branże farmaceutyczne, w których medycyna akademicka szkodzi ludziom kosztem brudnych zysków to np. na yt “Porodowy biznes”, “Prawda o raku”, “Szeptem – ocenzurowany”, “Aluminium tego nie polubisz”, “Cicha epidemia”, “Usłyszeć ciszę”, “Śmiertelny zastrzyk”. Nie są to teorie, tylko fakty. A największym faktem są szczególnie “Historie rodziców po szczepieniach stopnop”. Establishment medyczny oczywiście jest kupiony przez te kartele farmaceutyczne, więc w telewizji, w szpitalu, przychodni będą, jak mantrę powtarzać, że “ich metody są najlepsiejsze, a Tyś nie jest lekarzem, więc jesteś gupi i masz się słuchać mondrzejszych, bo jak nie, to jesteś wariatem, który wierzy w teorie spiskowe i ryzykujesz rychłą śmierć lub kalectwo siebie i swoich bliskich”. Ich argumenty to najczęściej strach i wielokrotnie powtarzane kłamstwa, że coś jest “bezpieczne, przebadane, nie ma innego sposobu”.

A fakty są zgoła inne. Skuteczność leczenia raka tradycyjnymi metodami jest prawie zerowa, natomiast mają 100% skuteczność w zabijaniu ludzi chemią, która kosztuje setki tysięcy złotych. Porody w 40 do 50% kończą się niepotrzebną cesarką przez narzucane kobietom ingerencje medyczne i średniowieczne zwyczaje, jak pozycja leżąca, nacięcie krocza, oksytocyna, żeby przyspieszyć akcję, co potęguje ból i prowadzi do zaburzeń, traumy poporodowej i ciężkiej rekonwalescencji po operacji lub po nacięciu krocza, które nie nie ma żadnego uzasadnienia medycznego i nie poprawia wyników porodowych, a tego typu rana powoduje mnóstwo bólu i goi się z 3 miesiące, uniemożliwiając nawet normalne siedzenie. 50% dzieci z powikłaniami poszczepiennymi (oficjalnie 0%, ale nieoficjalnie większość szczepionych dzieci jest schorowana), ma skutki poszczepienne, gorączki, anginy, padaczki, uszkodzenia neurologiczne, astmy, adhd, autyzm – we Włoszech nawet zostało to udowodnione przed sądem, że autyzm wystąpił po podaniu konkretnej szczepionki i dostali potężne odszkodowanie.

Nie wspominam już o tym przekręcie, że w USA i Europie zachodniej podatnicy płacą fundusz odszkodowawczy na rzecz powikłań poszczepiennych, czyli sami płacą sobie na fundusz odszkodowań, a producenci nie muszą płacić żadnych odszkodowań w przypadku uszczerbku na zdrowiu pacjentów, nieraz rodzice zostają z dozgonnie okaleczonym dzieckiem. W tychże krajach jest również dobrowolność szczepień. Jedynie w takich ubogich i mniej wykształconych krajach, jak Rumunia i Polska szczepienia są obowiązkowe, gnębi się obywateli, żeby nie odmawiali zgody na zaszczepienie dzieci, bo są to dalsze straty dla karteli farmaceutycznych. Chodzi o kasę. Było 100 000 podpisów w Polsce zebranych (w innych krajach wystarczy 50 000), żeby sejm rozpatrzył projekt dobrowolności szczepień. “Jest ryzyko musi być wybór!”.

Temat przeszedł w mediach bez echa. Podobnie, jak marsz zwolenników dobrowolności szczepień, w którym uczestniczyło kilkanaście tysięcy osób. Cisza. Nikt nic nie wie, media milczą, bo to nierentowne dla karteli. Rządzący spuścili temat w klozecie, bo są kupieni przez kartele farmaceutyczne. Śmieszny był ten teatrzyk, gdy minister zdrowia szczepił kogoś publicznie chyba na grypę. Naprawdę traktują nas jak idiotów. Gdyby to było takie dobre, to by nie musieli nam tego wmuszać, tylko ludzie by sami tego chcieli.

Poszczególne przemysły na świecie są totalnie skorumpowane przez rodziny bankierskie, które są właścicielami tychże przemysłów, farmaceutyczny, edukacji, emisji pieniądza, czyli finansowy, militarny, surowcowy, energetyczny, czyli ropa, żywieniowy, rolnictwo, czyli gmo, monsanto, a także korporacje religijne. Generalnie nie ma dziedziny, która nie byłaby przez nich kupiona.

Tłumaczy to film np. “Wezwanie do przebudzenia”, “Wzrost” czy “Korporacja”, a także fabularny “Oni żyją”. Nie trzeba nawet daleko szukać. Wystarczy spojrzeć, jak otumanione i schorowane jest społeczeństwo. Nic tylko takich kroić, więc skoro światem rządzi pieniądz i uprzywilejowana grupa trzymające władzę, to musieli nauczyć się tą masą ludzką odpowiednio zarządzać i spijać z nich zyski. Nie jest to żadne odkrycie Ameryki. Jak się nie da na czymś zarobić, to po prostu się tym nie zainteresowali.

Reply

Kajetan January 12, 2019 at 14:32

Mam ogromny dylemat, a chciałbym zasięgnąć rady mądrego człowieka. Jestem studenciakiem na drugim roku studiów. Ogólnie, to nie mam zapału do nauki na tym kierunku, na którym aktualnie się znajduję. Zainteresowanie do niego na poziomie 50%.

Zastanawiam się nad rezygnacją, ale do wyboru mam dwie opcje.

1. Zacząć prace pełno etatową (na pół etatu cały czas pracuje) i rozwijać swój dotychczasowy biznes.

2. To samo, co wyżej, ale z początkiem nowego roku akademickiego rozpocząć studia na innym kierunku.

Plusem takich studiów jest to, że mogę z nich czerpać KASĘ. Jednak, co z tego skoro one GÓWNO mi potem dadzą.

Dzisiaj rozmawiałem z dziewczynami, które skończyły studia po 5 latach i na pytanie
“Co dalej?” odpowiedziały:

- “Hahah nie mamy pojęcia, może jakiś nowy kierunek…”

Pomyślałem sobie, ja pierd%%%, ale DZBANY!

Nie wiem totalnie, co robić. Z jednej strony jest strach, że gdy rzucę studia, to nie będę miał żadnego WYŻSZEGO wykształcenia (które de facto nie jest mi raczej potrzebne). Mam już zawód, chodziłem do technikum. Ale średnie, to średnie, wiadomo. Wyższe, to chyba jest po to, żeby się pochwalić…

Boję się również tego, czego bał się Sylwester Stallone, że gdy pójdę do normalnej pracy, to już tam zostanę, ponieważ nie będę miał przysłowiowego “noża na gardle”.

Powiem Ci szczerze, że nie chcę już studiować, bo wiem, że nawet gdybym skończył ten kierunek, na którym aktualnie jestem, to i tak nie pracowałbym w tej branży, ponieważ średnio mnie to interesuje.

Reply

Paweł Grzywocz January 13, 2019 at 13:02

Możesz też rozważyć przejście na zaoczne i np. zdanie 3 roku po łebkach, ale zdanie i uzyskanie wyższego wykształcenia (dokładnie wyższe niepełne się to nazywa, ale wyższe), jeśli może się to do czegokolwiek przydać. Jakbym miał jednak płacić 2000 zł za semestr za ten badziew, który nazywają studiami, to wolałbym już taką kwotę wydać na szkolenia biznesowe albo zainwestować na platformie brokerskiej albo kupić za to metale szlachetne, bo słabo mi się robi, gdy pomyślę, że miałbym przepalić kilka tysięcy złotych na tych darmozjadów.

Warunkiem rzucenia studiów jest dla mnie praca, która mnie interesuje i daje perspektywy. Obojętne czy etatowa czy wolny zawód czy jednoosobowa działalność. Gdybym nie miał takiego pomysłu na siebie, to bym siedział na tych studiach, a w wolnym czasie szukał takiej pracy i pomysłu na siebie. A gdybym takie coś miał, to co raz bardziej zaniedbywałbym studia, co z resztą robiłem. Zdawałem za 3 razem, gdy pytania były już mniej więcej wszystkim znane. Gorzej z pisaniem tej bzdurnej pracy. Licencjat zmienili i zrobili ustny egzamin z jakichś 50 zagadnień, które trzeba było się nauczyć, więc lajcik. A pisanie, a właściwie przepisywanie pracy na jakiś bzdurny temat narzucony przez średniowiecznego profesora to dopiero bzdura i upokorzenie. Ciężko przez to przebrnąć, gdy się nie jest uległym, potulnym człowiekiem.

Polecam odpowiedzialność za swoje życie i robienie tego, co ma sens. Studia zazwyczaj sensu nie mają. Jak ktoś ma alternatywę w postaci pracy, biznesu, to świetnie. Cały wolny czas poświęcaj na to. We wrześniu przyślą Ci kopertę, że zostałeś skreślony z listy studentów i będziesz wolny. Potem się dogadasz np. z rodzicami, że będziesz się dorzucał do rachunków dopóki nie staniesz na nogi, ale będziesz pracował a nie studiował.

Reply

Bartek January 15, 2019 at 19:18

Ciekawe… Tutaj piszesz, że lepiej zainwestować na platformie brokerskiej, a w komentarzach powyżej pisałeś, że to jest kasyno nastawione na to, żeby klient zawsze przegrał. Niedawno oglądałem wywiad o tym, jak w rzeczywistości funkcjonują rynki walut, surowców i indeksów. Była mowa m.in. o tym, że wiele instytucji nie wpuszcza zleceń klienta na prawdziwy rynek, tylko tworzy jakąś imitację rynku i trzyma pieniądze w zamkniętym obiegu. Stąd się pewnie wzięło przekonanie, że na tym można tylko stracić.

Jeśli chodzi o studia, to zauważyłem, że niektórzy już w czasie 3-4 roku studiów mają jakąś pracę. Mówią, że w takiej sytuacji jest ciężko się zmotywować do pisania inżynierki, którą trzeba tylko odbębnić dla zasady. Mam wrażenie, że ja do swoich studiów podchodziłem zbyt poważnie. Koncentrowałem się na tym, żeby wszystko pozaliczać i nie mieć zaległości, a inne sprawy poczekają. To była naprawdę niewolnicza robota na półtora etatu, tylko po to, żeby mieć papierek. Będąc na Erasmusie w Holandii zapytałem swojego szefa, jak w tym kraju wygląda rynek pracy. Właściwie był w stanie mi powiedzieć, tylko “szukaj a znajdziesz”. Teraz od pół roku jestem bezrobotnym magistrem. Jeśli już znajdę jakąś w miarę sensowną ofertę, to wszędzie wymagają 5 lat doświadczenia w podobnej pracy. To jakaś totalna paranoja. Gdzie niby miałem zdobyć to doświadczenie? Pojechałbym sobie na jakieś work&travel do USA, ale tam zawsze wymagają statusu studenta. Jak niby można być studentem i wyjechać na okres od maja do września, skoro sesja się zaczyna na koniec czerwca? Niektórzy podobno jeżdżą po 5 razy. Nie ogarniam tego. Czy tylko moja uczelnia tak wszystkim rzuca kłody pod nogi? Myślę o tym, żeby aplikować na drugi kierunek tylko dla papierka, że jestem studentem i to wykorzystać dla takiego wyjazdu. Ale waham się, czy to by było odpowiedzialne zachowanie.

Reply

Paweł Grzywocz January 15, 2019 at 19:22

Tak, bo wolałbym już tę kasę przewalić w tego rodzaju kasynie niż dać tym darmozjadom na uczelniach “wyższych”. Trader21 korzysta z tej platformy i jakoś zarabia, więc niekoniecznie zawsze się przegrywa. To duże uogólnienie. W każdym razie wolałbym nawet na przysłowiowe piwo wydać 2000 zł niż chodzić na zaoczne. A ten wyjazd do USA to super pomysł. Na pewno bardziej rozwinie i pozwoli też zaoszczędzić niż jakiekolwiek studia czy praca tutaj. Jeśli ceną za to jest zapisanie się tutaj na darmowe studia dziennie, to nie ma się co zastanawiać.

Reply

Lukasz September 9, 2021 at 02:03

Ja męczę się z tym cały czas. Natrafiłem na Twoje materiały w 2019 roku. Do tej pory nie zagaduję do dziewczyn na ulicy. Poza jednym przypadkiem, który miał miejsce ostatnio, kiedy byłem na wakacjach. W barze, jednak po wypiciu kilku piw i drinku odezwałem się do dwóch dziewczyn stolik obok. Jednak nie wywiązała się z tego dłuższa dyskusja.
Podobnie jak ty wspominałeś, mam jednego znajomego, z którym utrzymuję kontakt. W pracy też nie nawiązuję znajomości z kolegami. Latem zdecydowałem się pójść do psychologa. Po kilku wizytach nie widzę efektów, czy jakiejś drogi do wyjścia z tego. Moja miejscowość, też sąsiednie nieco większe miasto jest zbyt małe, żeby dużą liczbę dziewczyn spotykać na ulicy no i nie widzę miejsc od spotkań z kontekstem. Mam takie okresy, że chce mi sie czytać Twoje materiały, studiować je, jednak dy przychodzi do praktyki, to odpuszczam, nie mogę się zmusić, chyba ktoś musiałby nade mną stać i nadzorować moje działania. Jutro kolejna wizyta u psychologa, po niej planuję pochodzić po mieście i spróbować zagadać do jakiejś dziewczyny

Reply

Paweł Grzywocz September 9, 2021 at 07:02

Trzeba jeździć lub przeprowadzić się do większej miejscowości. Na rozruszanie idź na speed dates/szybkie randki. Ulica to bardzo losowe, hard corowe miejsce, gdzie 80-90% dziewczyn jest zajętych. Prędzej można się załamać niż poznać. Traktować to należy jako trening pewności siebie, obycia, dodatek a nie poznawanie dziewczyn. Polecam artykuł w google: “Podryw na ulicy – czy to ma sens” oraz program pewności siebie w 90 dni i przerobić go dokładnie krok po kroku, jeden odcinek po drugiem a nie tylko słuchać, o czym z resztą jest pierwszy odcinek. Psycholog to taki płatny przyjaciel, można porozmawiać, pogadać o traumach z dzieciństwa, zwykle na tym się koncentruje i niektórym pomaga takie uświadomienie sobie przyczyn własnych schematów myślowych. W programach koncentruję się mocno na rozwiązaniach, bo sam od wieku nastoletniego wiedziałem, skąd mi się wzięło niskie poczucie wartości i wiedziałem, ile doświadczyłem traum w ciągu pierwszych 10 lat życia czy to w domu czy w szkole. Przerabianie tej przeszłości nie leży ani nie leżało w jakimś obrębie moich zainteresowań, ponieważ chciałem rozwiązania, przyczynę znałem. Stąd pasja do tematu budowania pewności siebie. Spotkałem się z wielokrotnie z czytelnikami, którzy mówili, że kontakty z psychologiem im niewiele dały albo szło to ultra wolno, więc szukali czegoś bardziej skoncentrowanego na rozwiązaniach. Dwóch mi powiedziało, że bez wizyt u psychologa nigdy by się ze mną nie spotkali. Z tym, że matka jednego z nich została terapeutką i zaczęła mu robić sesje. Polecam też artykuł w google: “Jak nauczyć się flirtować w 3 prostych krokach” i “Uzależnienie od masturbacji a pewność siebie, samotność”.

Reply

Leave a Comment

Previous post:

Next post: